sobota, 24 czerwca 2017

Soki Świata - 100% sok z owocu granatu

Niedawno wspominałam Wam o mojej współpracy z firmą Soki Świata, w ramach której otrzymałam do przetestowania sok z żurawiny i granatu. O pierwszym pisałam tutaj, czas na recenzję kolejnego produktu.


Tak jak przy pierwszym soku, nie mogę mieć zastrzeżeń do soku z granatu - ma w sobie 100% soku z tego owocu. W wartościach odżywczych widać właściwie jedynie węglowodany, pochodzące tylko i wyłącznie z głównego składnika, a nie dodatków. Ogromny plus!

Otwierając butelkę, o dziwo nie poczułam żadnego zapachu. Po przelaniu do szklanki, sok miał piękną różową barwę, pozostawia lekki osad. W smaku natomiast jest mocno cierpki z nutą kwasowości na końcu. :) Nie czuć naturalnej słodyczy, tak jak przy soku z żurawiny, ale to przecież logiczne - kto próbował owoców granatu, ten wie, że mają one charakterystyczny smak.

Producent zaleca przechowywanie zamkniętego produktu w temperaturze pokojowej, jednak po otwarciu należy spożyć sok w ciągu 10 dni i przenieść do lodówki. 

A teraz kilka słów o właściwościach granatu. Owoc jest dobrym źródłem witamin A, B, C oraz błonnika. Jest on też znany z zawartości bardzo dużej ilości antyoksydantów, które są dobrymi wspomagaczami w miażdżycy i chorobie niedokrwiennej serca. Przeciwutleniacze są też ważne w spowalnianiu procesów starzenia się skóry i likwidacji zmian trądzikowych. Wyczytałam także, że regularne spożywanie tego owocu może wspomagać w zwalczaniu infekcji górnych dróg oddechowych. Czy tak jest naprawdę? Na pewno sam owoc wszystkiego nie zniszczy, ale regularna dieta, bogata w takie składniki, na pewno w tym pomoże.



Tak jak poprzednim razem, teraz także chciałam ten sok wykorzystać. Jako, że jest on bardziej cierpki w smaku, trochę trudno jest go pić bez dodatków, dlatego na pewno warto dodać go do różnych koktajli, budyniu czy galaretki. Oczywiście można wszystko dosłodzić, jednak nie jestem zwolenniczką tej czynności i wolę wykorzystywać naturalne cukry z owoców.

Idąc znowu w kierunku letnich deserów, chciałam zaproponować Wam lody na patyku, które można zrobić w ciągu kilku minut. Jest to świetna opcja dla dzieci, gdzie można przemycić duże ilości zdrowych składników. Moje propozycje to lody dwuwarstwowe: jedne z warstwą bananową i brzoskwiniowo - granatową, drugie także z warstwą bananową i truskawkowo - granatową. :) 

A jeśli mało Wam inspiracji, na stronie producenta jest sporo pomysłów na wykorzystanie ich soków!

Czy jesteście fanami granatu i tego typu soków? Do czego je wykorzystujecie? Czekam na przepisy!



niedziela, 18 czerwca 2017

Delikatna matcha latte



Ostatnia w życiu sesja zbliża się powoli do końca, dlatego przychodzę do Was z moim odkryciem - matcha latte. Wiem, że nie jest to żadna nowość, ale muszę o niej wspomnieć, bo jest pyszna!

O właściwościach zielonej herbaty wie już chyba każdy, dlatego nie będę o tym pisać. Skupię się bardziej na smaku, ponieważ może to niektórych ciekawić. A oryginalna, dobra matcha nie należy do najtańszych herbat i jeśli ktoś nie polubi tego smaku, może żałować wydanych pieniędzy.
Matcha według mnie jest w smaku i zapachu.. gloniasta. Tak, dobrze przeczytaliście. :) Ma w sobie też odrobinę goryczki, która dodatkowo podkreśla ten morski posmak. Jeśli więc lubicie bardziej smakowe herbaty, intensywniejsze w zapachu np. owoców, jaśminu, itp., możecie być trochę zawiedzeni.

Kto więc powinien spróbować i polubić matcha? Według mnie każdy, kto lubi mocną, liściastą zieloną herbatę i zioła (np. czystek, on też przy większej ilości ma goryczkę). Myślę, że osoby, które uwielbiają algi morskie w sushi czy jako przekąskę, również nie miałyby z nią problemu. 
Oczywiście nie chcę Wam odradzać zakupu matcha - jak dla mnie każda ciekawska osoba powinna kiedyś w życiu próbować nowych smaków. Ale herbata ta jest bardzo specyficzna w smaku i musicie o tym pamiętać. Dlatego jeśli macie okazji, spróbujcie jej w jakiejś kawiarni/restauracji i dopiero kupcie zapas do domu.

A teraz moja szybka propozycja na domową matcha latte - potrzebujecie szklanki, łyżeczki, garnka, blendera, wody, matcha (ok. 1 łyżeczki) i mleka (ok. pół szklanki), ewentualnie cukier/miód, jeśli słodzicie.

Wodę gotujemy w czajniku. Do garnka przelewamy odmierzoną ilość mleka i podgrzewamy. Do szklanki wsypujemy herbatę, zalewamy do połowy szklanki gorącą wodą i intensywnie mieszamy (uwaga - nie mam specjalnej miotełki do mieszania matcha, dlatego korzystałam ze standardowych metod, mieszałam w przód i tył. Niestety, jak widać na zdjęciu, taka metoda zostawia sporo nierozpuszczonej herbaty i spory osad.). Jeśli słodzicie, możecie zrobić to właśnie przy mieszaniu.
Podgrzane mleko przelewamy do blendera (użyłam ręcznego) i miksujemy przez ok. minutę, w ten sposób go spienimy. Całe mleko przelewamy do szklanki z matcha, na wierzchu na pewno utworzy się pianka. Smacznego! :)



poniedziałek, 5 czerwca 2017

Soki Świata - 100% sok z owoców żurawiny

Kilka dni temu do naszych drzwi zapukał kurier z niespodziewaną przesyłką od firmy Soki Świata. W pudełku znalazłam do przetestowania dwa soki - z żurawiny i owoców granatu. Dzisiaj chciałabym się skupić na tym pierwszym, którego smak od razu przypomniał moje dzieciństwo.


To, co pierwsze rzuciło mi się w oczy, to skład, czyli 100% soku z owoców żurawiny. Bez dodatków, ulepszaczy, barwników, czego niestety nie brakuje w tego typu sokach sklepowych. Na opakowaniu zawarte są także informacje o wartościach odżywczych, gdzie możecie zobaczyć i uwierzyć w czystość tego soku. W takim wypadku aż chce się go otworzyć i próbować. :)


Po odkręceniu czuć przyjemny, słodki, żurawinowy zapach. Nalewając do szklanki można od razu zachwycić się pięknym, ciemnoczerwonym kolorem. Nie wiem jak Wy, ale ja cenię własnie takie detale, bo to sprawia, że chce się próbować nowych, zdrowych rzeczy i pozwala utrwalać w sobie dobre nawyki. :)

W smaku czuć prawdziwy, słodko - kwaśny, ale i cierpki smak żurawiny. Jako, że piłam takie soki w dzieciństwie litrami, osobiście go uwielbiam! Nie lubię dosładzanych napojów, dlatego doceniam naturalny smak tego owocu.

Producent jednak zapewnia, że można śmiało taki sok dosłodzić, np. miodem, ale myślę, że np. miód z mniszka lekarskiego również by do tego pasował. Jeśli komuś smak jest zbyt intensywny, sok taki można również rozcieńczyć wodą. Na opakowaniu jest również podkreślone, że zaleca się spożycie tego soku w ciągu 10 dni, co dodatkowo przekonuje mnie w świeżość tego produktu i konieczność wykorzystania wszystkich dobrych właściwości żurawiny.

Chciałabym napisać jeszcze kilka słów o właściwościach żurawiny. Owoce zawierają duże ilości witamin z grupy B, sodu, potasu, magnezu, wapnia, żelaza i przeciwutleniaczy. W sklepach przeważają suszone owoce i przetwory, jednak jesienią (przynajmniej na Mazurach) można nazbierać dużo świeżych owoców, które są czystym źródłem zdrowia :)

Chyba każdemu z nas żurawina kojarzy się przede wszystkim z leczeniem i profilaktyką infekcji układu moczowego, szczególnie tych nawracających. I to prawda! U kobiet z uporczywymi infekcjami, oprócz stosowania odpowiednich antybiotyków, zaleca się regularne spożywanie owoców lub soku żurawinowego. Dodatkowo mówi się o wspomaganiu leczenia kamicy nerkowej i problemów z nietrzymaniem moczu.
Zawarte w żurawinie przeciwutleniacze, zmniejszają ryzyko powstawanie blaszki miażdżycowej w naczyniach tętniczych, przez co zmniejsza się ryzyko rozwoju chorób sercowo - naczyniowych.

Co ciekawe, a znalazłam tę informację dosyć niedawno, duże ilości żurawiny są przeciwwskazane u osób stosujących leki przeciwkrzepliwe z grupy antagonistów witaminy K - powodują one wolniejsze wydalanie leków, co prowadzi do dłuższego ich działania i zwiększa się w ten sposób ryzyko krwawień. Wspominam o tym, ponieważ z mojego doświadczenia średnio co 4 starszy pacjent stosuje leki przeciwkrzepliwe i czasami bardzo ciężko jest dobrze dobrać dawkę leku, nie mając pojęcia o codziennej diecie pacjenta. :)


Sok sam w sobie jest pyszny, ale przecież można go wykorzystać do wielu różnych przepisów: 
- jako dodatek do innych świeżo wyciskanych soków,
- koktajli,
- galaretki,
- puddingów chia,
- do polania owsianki, jaglanki, kaszy manny - smak mojego dzieciństwa :)
- lodów!

I ja właśnie stworzyłam takie domowe lody, do których wykorzystałam mrożone banany i dużo soku żurawinowego. Efekt? Boski :) Na wierzch można dodać kawałki czekolady, wiórki kokosowe czy inne ulubione dodatki. Bardzo polecam, są to chyba najzdrowsze i jednocześnie bardzo proste lody domowej roboty.
A jeśli jeszcze nie macie pomysłu, zapraszam na stronę producenta z przepisami. :)


Czy pijecie tego typu soki? Jeśli macie swoje pomysły na ich wykorzystanie, podzielcie się ze mną w komentarzu. :)


środa, 31 maja 2017

Sycąca zupa z ciecierzycą i soczewicą


Coś ostatnio wzięło nas na zupy :) W ostatnim poście chwaliłam się azjatycką zupą rybną, a na moim INSTAGRAMIE pokazałam kilka pozycji, które na blogu się nie pojawiły. Na zewnątrz w końcu robi się coraz cieplej, więc komu się chce stać przy garach! Moim sposobem jest zrobienie porządnej, pożywnej zupy na dwa dni, która robi się sama, a ja mam spokój na dwa dni :)
Przepis oczywiście z mojej ulubionej Kwestii Smaku, ostatnio nie mam weny twórczej i nie tworzę wielu swoich przepisów, ale podczas mojej ostatniej sesji egzaminacyjnej w życiu, muszę skupić się na rzeczach ważniejszych :) Jak zwykle pozwolę sobie wrzucić przepis, z uwzględnieniem moich modyfikacji.

Składniki na 4 porcje:
- puszka ciecierzycy,
- pół szklanki suchej czerwonej soczewicy,
- 1 cebula,
- 1 ząbek czosnku (można więcej),
- 1,5 litra bulionu - ja przygotowałam z kostki rosołowej domowej roboty,
- 4 średnie ziemniaki,
- 250ml przecieru pomidorowego,
- najważniejsze - przyprawy: 1 łyżeczka majeranku, pół łyżeczki kminku, pół łyżeczki kurkumy (ja dodałam curry), pół łyżeczki kolendry,
- łyżka oleju/oliwy.

Przygotowanie zupy jest banalnie proste. Posiekaną cebulę należy zeszklić na łyżce oleju w dużym garnku. Następnie wrzucić czosnek i przyprawy, podsmażyć 1-2 minuty, ciągle mieszając, by nie przypalić zawartości. 
Kolejnym krokiem jest dodanie bulionu, ciecierzycy, soczewicy i pokrojonych w kostkę ziemniaków. Wszystko zagotować i gotować pod przykryciem na małym ogniu przez ok. 15 minut. Ostatnim zadaniem jest dodanie przecieru pomidorowego i podgotowanie zupy przez ok. 30 minut.

Prosta, prawda? A dzięki roślinom strączkowym bardzo sycąca, mimo braku mięsa :)

Czy lubicie takie zupy? Robicie podobne? Jeśli macie jakiś przepis, koniecznie się ze mną podzielcie! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...